Tajemnicze grzyby, które sprawiają, że ludzie widzą miniaturowe postacie

W środku ułożono kilka misek z dużymi brązowymi, żółtymi i czerwonymi grzybami.

Źródło zdjęcia, Colin Domnauer

    • Autor, Rachel Nuwer
    • Stanowisko, BBC Future
  • Czas czytania: 6 min

Co roku lekarze z jednego ze szpitali w chińskiej prowincji Junnan przygotowują się na napływ pacjentów z nietypową dolegliwością.

Chorzy zgłaszają się z uderzająco osobliwym objawem: widzą maleńkie, elfopodobne postacie — maszerujące pod drzwiami, wspinające się po ścianach i czepiające się mebli.

Szpital leczy setki takich przypadków rocznie.

Wszystkie łączy ten sam sprawca: Lanmaoa asiatica — gatunek grzyba żyjącego w symbiozie z sosnami w okolicznych lasach, popularny jako lokalny składnik kuchni, ceniony za swój intensywny, umamiczny smak.

W Junnanie L. asiatica sprzedawana jest na targach, pojawia się w menu restauracji i trafia na domowe stoły w szczycie sezonu grzybowego, który przypada między czerwcem a sierpniem.

Należy jednak zachować ostrożność i dokładnie go ugotować — w przeciwnym razie mogą pojawić się halucynacje.

„W jednej z grzybowych restauracji typu hot pot kelner nastawił minutnik na 15 minut i ostrzegł nas: nie jedzcie, dopóki timer nie zadzwoni, bo możecie zobaczyć małych ludzi," mówi Colin Domnauer, doktorant biologii na Uniwersytecie Utah i w Muzeum Historii Naturalnej stanu Utah, który bada L. asiatica.

„To wydaje się być elementem powszechnej wiedzy w tamtejszej kulturze".

Poza Junnanem i kilkoma innymi miejscami na świecie ten niezwykły grzyb pozostaje jednak w dużej mierze zagadką.

„Istniało wiele relacji o istnieniu tego psychodelicznego [grzyba] i wiele osób próbowało go odnaleźć, ale nigdy nie udało się zidentyfikować tego gatunku," mówi Giuliana Furci, mykolożka oraz założycielka i dyrektorka wykonawcza Fungi Foundation, organizacji non profit zajmującej się odkrywaniem, dokumentowaniem i ochroną grzybów.

Domnauer próbuje rozwiązać trwającą od dekad zagadkę tego gatunku i zidentyfikować nieznaną substancję odpowiedzialną za zaskakująco podobne halucynacje — a także ustalić, czego może nas ona nauczyć o ludzkim mózgu.

O L. asiatica Domnauer usłyszał po raz pierwszy jeszcze jako student, od swojego wykładowcy mykologii.

„Brzmiało to tak dziwnie — że gdzieś istnieje grzyb wywołujący baśniowe wizje, opisywane w różnych kulturach i epokach," mówi.

„Byłem zdezorientowany i napędzany ciekawością, by dowiedzieć się więcej".

Kobieta w czerwonej bluzce siedzi za stołkiem na targu, na którym stoją miski z grzybami.

Źródło zdjęcia, Colin Domnauer

Podpis zdjęcia, Lanmaoa asiatica are sold in markets during peak mushroom season between June and August

Literatura naukowa dostarczała jedynie kilku tropów. W artykule z 1991 r. dwaj badacze z Chińskiej Akademii Nauk opisali przypadki mieszkańców prowincji Junnan, którzy po zjedzeniu określonego gatunku grzyba doświadczyli tzw. „halucynacji lillipucich" — psychiatrycznego terminu określającego postrzeganie miniaturowych postaci ludzi, zwierząt lub istot fantastycznych. Nazwa ta pochodzi od małych ludzi zamieszkujących fikcyjną wyspę Lilliput w powieści "Podróże Guliwera".

Pacjenci widzieli te postacie „poruszające się wszędzie," jak napisali badacze, zazwyczaj na scenie pojawiało się ich więcej niż dziesięć.

„Widzieli je na ubraniach podczas ubierania się i na talerzach w trakcie jedzenia," dodawali autorzy. Wizje „stawały się jeszcze bardziej wyraziste, gdy zamykali oczy".

Już w latach 60. Gordon Wasson i Roger Heim — amerykański pisarz i francuski botanik, którzy zwrócili uwagę Zachodu na istnienie grzybów psylocybinowych — natknęli się na coś podobnego w Papui-Nowej Gwinei.

Poszukiwali grzyba, o którym zespół misjonarzy odwiedzających ten region 30 lat wcześniej twierdził, że doprowadza miejscową ludność do „obłędu" — stanu, który antropolog określił później mianem „grzybowego szaleństwa".

Nie wiedząc o tym, zetknęli się z czymś, co brzmi uderzająco podobnie do współczesnych relacji z Chin. Zebrali próbki podejrzewanego gatunku i przesłali je do Alberta Hofmanna — szwajcarskiego chemika, który odkrył LSD — w celu analizy. Hofmannowi nie udało się jednak zidentyfikować żadnych interesujących związków chemicznych. Zespół doszedł wówczas do wniosku, że historie zasłyszane w terenie muszą mieć charakter kulturowych opowieści, a nie podstaw farmakologicznych, i nie prowadzono dalszych badań.

Dopiero w 2015 r. naukowcy formalnie opisali i nadali nazwę L. asiatica, wciąż jednak bez większych szczegółów dotyczących jej właściwości psychoaktywnych.

Zagadka psychoaktywnego działania

A więc pierwszym celem Domnauera było ustalenie prawdziwej tożsamości tego gatunku.

W 2023 r. udał się do prowincji Junnan w szczycie letniego sezonu grzybowego. Przemierzał rozległe targi grzybów i pytał sprzedawców, który z oferowanych przez nich grzybów „sprawia, że widzi się małych ludzi".

Kupował te, na które wskazywali chichoczący handlarze, a następnie zabierał próbki do laboratorium, by zsekwencjonować ich genomy.

Jak mówi, badania te potwierdziły tożsamość L. asiatica. W pracy naukowej przygotowywanej obecnie do publikacji ekstrakty chemiczne uzyskane z laboratoryjnych próbek wywoływały u myszy zmiany zachowania podobne do tych opisywanych u ludzi.

Po podaniu ekstraktów grzybowych u zwierząt następował okres nadpobudliwości, po którym przychodziła długa faza osłupienia, podczas której gryzonie niemal się nie poruszały.

Domnauer odwiedził również Filipiny, gdzie słyszał pogłoski o grzybie wywołującym objawy podobne do tych odnotowanych w historycznych relacjach z Chin i Papui-Nowej Gwinei.

Zebrane tam okazy wyglądały nieco inaczej niż chińskie — były mniejsze i jasnoróżowe, w przeciwieństwie do większych, bardziej czerwonych grzybów z Chin. Testy genetyczne wykazały jednak, że także one należały do tego samego gatunku.

W grudniu 2025 roku promotor Domnauera udał się z kolei do Papui‑Nowej Gwinei, by odnaleźć grzyby opisywane w relacjach Wassona i Heima — których tożsamość, jak podkreśla Domnauer, „wciąż pozostaje wielką niewiadomą". Poszukiwania nie przyniosły jednak rezultatów i zagadka nadal pozostaje nierozwiązana.

„Może to być ten sam gatunek, co byłoby zaskakujące, ponieważ Papua‑Nowa Gwinea zwykle nie dzieli gatunków z Chinami i Filipinami," mówi Domnauer.

„Ale może to być też zupełnie inny gatunek grzybów, co z ewolucyjnego punktu widzenia byłoby jeszcze ciekawsze".

Oznaczałoby to, że tzw. lillipucie halucynacje wykształciły się niezależnie u różnych gatunków grzybów, w całkowicie odmiennych częściach świata.

W przyrodzie zdarzały się już takie przypadki. Naukowcy — w tym badacze pracujący w tym samym laboratorium co Domnauer — niedawno odkryli, że psylocybina, psychoaktywna substancja występująca w tzw. „magicznych grzybach", wyewoluowała niezależnie u dwóch odlegle spokrewnionych grup grzybów.

To jednak nie psylocybina odpowiada za lillipucie efekty L. asiatica, podkreśla Domnauer.

Mężczyzna w jasnoszarej bluzie i zielonych spodniach kucał na trawie, a przed nim na ziemi znajdował się rząd grzybów.

Źródło zdjęcia, Colin Domnauer

Podpis zdjęcia, Colin Domnauer odkrył na Filipinach grzyby, które wyglądały inaczej, ale były tego samego gatunku co L. asiatic w Chinach

Domnauer i jego zespół wciąż próbują zidentyfikować związek chemiczny odpowiedzialny za halucynacje wywoływane przez L. asiatica. Dotychczasowe testy sugerują, że najprawdopodobniej nie jest on spokrewniony z żadną inną znaną substancją psychodeliczną.

Po pierwsze, wywoływane przez niego doświadczenia trwają wyjątkowo długo — zwykle od 12 do 24 godzin, a w niektórych przypadkach prowadzą nawet do hospitalizacji trwającej do tygodnia.

Ze względu na niezwykle długi czas działania oraz ryzyko przedłużonych skutków ubocznych, takich jak majaczenie czy zawroty głowy, Domnauer do tej pory sam nie zdecydował się na spożycie surowych grzybów.

Według jego ustaleń te „mega‑doświadczenia" mogą tłumaczyć, dlaczego w Chinach, na Filipinach i w Papui‑Nowej Gwinei nie wykształciła się tradycja celowego sięgania po L. asiatica ze względu na jej właściwości psychoaktywne. „Zawsze była po prostu jedzona jako pożywienie," mówi Domnauer, a halucynacje stanowiły nieoczekiwany efekt uboczny.

Jest jeszcze jeden intrygujący aspekt: inne znane substancje psychodeliczne zazwyczaj wywołują bardzo indywidualne doświadczenia, różniące się nie tylko między osobami, ale także pomiędzy kolejnymi przeżyciami u tej samej osoby.

W przypadku L. asiatica natomiast — jak podkreśla Domnauer — jest zgłaszane niezwykle konsekwentnie i powtarzalnie".

„Nie znam niczego innego, co powodowałoby tak jednolite halucynacje".

"Opisanie tego grzyba nie będzie łatwym zadaniem," stwierdza Domnauer, jednak, podobnie jak w przypadku badań nad innymi związkami psychodelicznymi, prowadzona wokół niego praca naukowa może ostatecznie dotknąć najważniejszych pytań dotyczących świadomości oraz relacji między umysłem a rzeczywistością.

Badania te mogą również dostarczyć istotnych wskazówek na temat przyczyn spontanicznych halucynacji lillipucich u ludzi, nawet wtedy, gdy nie spożywają oni L. asiatica. Jest to rzadkie schorzenie, ponieważ do 2021 r. odnotowano zaledwie 226 przypadków niezwiązanych z grzybami od czasu pierwszego opisu halucynacji lillipucich w 1909 r.

Dla tej stosunkowo niewielkiej grupy osób skutki mogą być jednak poważne: jedna trzecia pacjentów, u których wystąpiły takie halucynacje niezwiązane ze spożyciem grzybów, nie wróciła do pełnego zdrowia.

Dwóch mężczyzn, jeden ubrany w szarą, a drugi w czarną bluzę, pochyla się nad tacą z grzybami w pokoju o białych ścianach.

Źródło zdjęcia, Colin Domnauer

Podpis zdjęcia, Domnauer i jego współpracownicy wciąż próbują zidentyfikować związek psychodeliczny zawarty w L. asiatica

Badanie L. asiatica może pomóc naukowcom lepiej zrozumieć mechanizmy mózgowe stojące za naturalnie występującymi wizjami lillipucimi, a być może nawet doprowadzić do opracowania nowych metod leczenia osób, u których rozwija się to schorzenie neurologiczne, mówi Domnauer.

„Być może jesteśmy dziś w stanie zrozumieć, gdzie w mózgu powstają [halucynacje lillipucie]," mówi Dennis McKenna, etnofarmakolog oraz dyrektor McKenna Academy of Natural Philosophy, amerykańskiej organizacji non profit zajmującej się edukacją.

Zgadza się on, że poznanie związków chemicznych zawartych w tym grzybie może prowadzić do odkrycia nowych leków.

„Czy istnieje tu potencjalne zastosowanie terapeutyczne? To dopiero się okaże," dodaje McKenna.

Jak podają badacze, dotychczas opisano mniej niż 5 proc. gatunków grzybów występujących na świecie, dlatego te ustalenia — jak podkreśla Furci, która zajmuje się badaniami nad królestwem grzybów — uwypuklają „ogromny potencjał odkryć" w kurczących się ekosystemach naszej planety.

„Grzyby skrywają ogromną bibliotekę biochemiczną i farmakologiczną, do której dopiero zaczynamy mieć dostęp," mówi Furci.

„Przed nami wciąż świat pełen odkryć".

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska